Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdjęcia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdjęcia. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 kwietnia 2019

Bieszczady od pierwszego wejrzenia - Tarnica.


Tak, to był mój pierwszy krok w Bieszczadach i od razu zakochanie. Taka sytuacja. Co tu wiele opisywać? Po prostu piękno, zachwyt, natura w pełnej swej okazałości. Muszę się przyznać, że miałam niewielkie oczekiwania. Spodziewałam się widoków znanych mi już z Beskidów, a tu takie zaskoczenie. Może to przez bezkres otaczających mnie zewsząd gór? A może przez rozciągające się dookoła zielone połoniny? Tego nie wiem, ale wiem, że na pewno jeszcze tu wrócę i to nie raz. 

wtorek, 1 maja 2018

Via del Corso - od Placu Weneckiego do Placu del Popolo


Co łączy ze sobą Plac Wenecki i Plac Wszystkich Ludzi? Via del Corso naturalnie! Najbardziej ruchliwa i uczęszczana ulica przez turystów. Będąc w Rzymie nie mam wątpliwości, że choć raz nią przejdziecie, bo to właśnie z niej możecie się dostać do Schodów Hiszpańskich lub Fontanny Di Trevi (a przeczytać na moim blogu ;)). Ale raczej nie zapuszczajcie się na nią w samo południe chyba, że tak jak nam, nie przeszkadza wam spacer w pełnym słońcu. Jej zacieniona strona pęka w szwach i będziecie zmuszeni przedzierać się przez napierający tłum. Ulica ulicą, jeżdżą samochody, chodzą ludzie... najlepsze są jednak jej dwa końce. Dlaczego? Czytajcie dalej ;)

czwartek, 7 grudnia 2017

Rzym - najbardziej dochodowa fontanna na świecie czyli Fontanna Di Trevi.


Niedawno na jednym z portali internetowych przeczytałam, że Fontanna Di Trevi przynosi większe zyski niż kilka rzymskich muzeów. Chyba mnie to nawet specjalnie nie zdziwiło. Co tam Salvador Dali, Leonardo da Vinci czy Caravaggio, kiedy nic nie jest w stanie konkurować z ludzkim przesądem. Wrzucenie monety do fontanny i to koniecznie tyłem przez ramię, ma sprawić, że wrócimy jeszcze kiedyś do Rzymu. Lepsze to, niż standardowe ,,szczęście" więc i ja wrzuciłam...

niedziela, 1 października 2017

Rzym - Piazza Di Spagna i najbardziej oblegane schody świata.


Jeśli szukacie miejsca do odpoczynku to tam go zdecydowanie nie znajdziecie, ale być w Rzymie i nie posadzić tyłka na schodach hiszpańskich?! Toć to się nie godzi! 😉 Plac hiszpański i schody hiszpańskie to jedno z najbardziej charakterystycznych miejsc w Rzymie i przez to najbardziej obleganych. Chcąc dostać się na ich szczyt trzeba wykazać się nie lada zwinnością by nie nadepnąć na jakąś część ciała siedzących tam turystów. Ale byłabym hipokrytką narzekając na tłok sama go tworząc, więc na ten temat zamilknę, a zdjęcie niech mówi samo za siebie.  

niedziela, 24 września 2017

Rzym - miasto, które nigdy nie zasypia.


Rzym, ach Rzym. Myśląc o tym miejscu chyba zawsze będę wzdychać z nostalgią. To miasto, które kojarzy mi się z przygaszonymi filtrami na zdjęciach, z dżemem na śniadanie, chaosem na chodnikach, pysznym cappuccino i ogólnie panującym luzem. To miasto, w którym miesza się sacrum i profanum. Historia świętości i rozpusty. Wydaje mi się, że ten niezwykły mix świetnie ukazuję, jeden z moich ulubionych filmów, nagrodzony oscarem ,,Wielkie Piękno". Jeśli nie widzieliście to polecam.

wtorek, 18 lipca 2017

Pętla kędzierzyńska - kajakowe marzenie.

W tym roku wreszcie udało mi się spełnić moje marzenie - spływ kajakiem. Może to nic spektakularnego, ale już od dłuższego czasu nosiłam się z tym pomysłem. Namawiałam Marcina i resztę, żeby wybrać się na jakąś niewymagającą trasę. W końcu trafiła się fajna okazja na grouponie. Szybka decyzja i stało się. Wyruszyliśmy w podróż naszym 7-osobowym, wesołym ,,autobusem". Do wyboru w pasującym nam dniu mieliśmy tylko pętle kędzierzyńską i to jeszcze w ramach organizowanego ,,dnia matki w kajaku".  Patowo, ale na szczęście para ,,matka z dzieckiem" była tylko jedna i trasa rzeczywiście okazała się z tych mniej wymagających (poza tym, że miała 18 km i trwała 5 godzin, a pod koniec byliśmy już ledwo żywi hehe).

niedziela, 18 czerwca 2017

Golub-Dobrzyń i kwadratowy zamek.


Spędzając mój urodzinowy weekend w Toruniu, postanowiliśmy wyskoczyć na jeden dzień do Golub-Dobrzynia. To niewielkie miasteczko w odległości około 40 km od polskiej stolicy piernika. Jego główną atrakcją jest wzniesiony na przełomie XIII i XIV wieku gotycko-renesansowy zamek krzyżacki i to on stanowił nasz cel.

Prawdę mówiąc sam zamek nie należy do najpiękniejszych jakie było mi dane widzieć, ale swoim położeniem na wzgórzu i rozmiarem robi wrażenie. Poza tym zamek zawsze fajnie zwiedzić, prawda?

niedziela, 11 czerwca 2017

Jak pierniczyć to tylko w Toruniu!


Wiadomo, że jak Toruń to i piernik. To prawda tak oczywista, że nawet nie ma co tego tłumaczyć. Piernik w Toruniu wypiekany jest już od 700 lat! Ówczesne cechy rzemieślnicze zazdrośnie strzegły swoich receptur. Do tego stopnia, że piernikarze niechętnie zdradzali je nawet swoim pracownikom. Ich sława wykraczała daleko poza granicę państwa, a jedyną realną konkurencję stanowiły pierniki z Norymbergi.

Choć producentów pierników na toruńskim rynku nigdy nie brakowało, on sam dość długo był towarem ekskluzywnym. Traktowanym jako sztuka rzemiosła artystycznego, wręczana jako podarki królom i bogatym patrycjuszom. Pierniki wówczas były pięknie ozdabiane, o wymyślnych kształtach, malowane i pozłacane.

środa, 3 maja 2017

Gotyk na dotyk -Toruń


Pewnie większość z Was była już w Krakowie, Wrocławiu czy w Poznaniu, a jeszcze nie dotarła do Torunia. Nie zastanawiajcie się zbyt długo, tylko wsiądźcie do pociągu, busa lub samochodu i spędźcie naprawdę ciekawie weekend!

 ,,Kto w Toruniu mieszka wesoło się śmieje. Je toruński piernik dobrze mu się dzieje". Z tym fragmentem piosenki dla dzieci można się zgodzić lub nie, jednak nikt nie może zaprzeczyć, że piernik i Kopernik to znane wszystkim symbole Torunia, ale nie tylko słodki przysmak i polski astronauta przyciągają do tego miejsca. To przede wszystkim niesamowita, wpisana na listę UNESCO gotycka zabudowa miasta oraz jego bogata historia.

piątek, 24 lutego 2017

Anglia - Blackpool: młodzi ludzie i morze.

Siedząc sobie wygodnie w naszym mieszkanku w Halifaxie, zastanawialiśmy się, gdzie tu jeszcze moglibyśmy zapuścić nasze cztery litery. I tak rozmyślając Marcin wpadł na pomysł Blackpool. Wsiedliśmy więc do pociągu i już po 1,5 godziny drogi byliśmy na miejscu.
Blackpool to nadmorska, turystyczna miejscowość, jednak o opalaniu się na pięknej i piaszczystej plaży można raczej zapomnieć. Byliśmy tam w lipcu, a zimny wiatr znad morza Irlandzkiego i temperatura w granicach 20 stopni skutecznie zniechęcała nas nawet do zamoczenia nóg brr. Choć było zimno, pogodna była słoneczna, więc humory naszej trójce i tak dopisywały.

czwartek, 16 lutego 2017

Anglia - York


Muszę przyznać, że York to jedno z najbardziej magicznych miejsc jakie udało mi się zobaczyć. Niesamowita średniowieczna zabudowa, w której przeplatają się ślady Wikingów i samych Rzymian przenosi człowieka jakby w inny świat. Miasto znajduje się w północnej Anglii w hrabstwie ceremonialnym North Yorkshire i do XIX wieku było największym miastem w tej części kraju.

Założone ponad 2000 lat temu przez rzymskich osadników stało się stolicą prowincji Britannia Interior. Tu też w 306 roku n.e. cesarzem obwołano samego Konstantyna I Wielkiego, co musiało świadczyć o jego dużym znaczeniu w tamtym czasie. Miasto jednak na przestrzeni wieków przeżywało swoje wzloty i upadki spowodowane najczęściej powodziami, którym sprzyja położenie u zbiegu rzek Ouse i Foss. Na przełomie IV i V wieku z tego powodu nawet opustoszało z jego mieszkańców. Na szczęście w VII wieku pod władzą króla Edwina odzyskało swoją świetność i znów stało się głównym punktem na mapie w tej części Imperium.

niedziela, 29 stycznia 2017

Anglia i inne perypetie


Do tego wyjazdu zawsze lubię wracać pamięcią. Był to pierwszy wypad za granicę na własną rękę, pierwszy razem z Marcinem i pierwszy lot samolotem. Myślę, że jeszcze w wielu aspektach można by go uznać jako ,,pierwszy", ale nie będę się już tu specjalnie nad tym rozwodzić. Lecieliśmy do Anglii bez planów, a o tej części Królestwa niewiele nawet wiedziałam. Wiadomo, że dla wszystkich najpopularniejszym kierunkiem w Anglii jest Londyn, a ja mam to szczęście mieć rodzinę na północy tej deszczowej krainy i dzięki temu zobaczyłam miejsca, o których zapewne w innym przypadku nawet bym nie pomyślała. Pomieszkując kątem u rodzinki, podjadając przywieziony z domu bigos zwiedziłam mniej lub bardziej Manchester, York, Blackpool i Leeds. Muszę przyznać, że już na pierwszy rzut oka widać różnicę, nie tylko między Polską, a Anglią, ale przede wszystkim między Anglią, a Europą Kontynentalną. Teraz Anglia to taka druga ,,Polska", ale wówczas wszystko było dla mnie po prostu nowe. Byłam zaskoczona jak wielu rodaków spotykam na ulicy, w sklepach i w muzeach. Do dziś pamiętam to dziwne uczucie, kiedy weszliśmy do polskiego sklepu kupić chleb, w tle leciał ,,biały miś", a ja poczułam się z powrotem jak 10 letnie dziecko u babci na wsi.

sobota, 31 grudnia 2016

Górskie wędrówki - Beskidy (podsumowanie roku)

Na podsumowanie 2016 roku chcę podzielić się z Wami doświadczeniem moich letnich wędrówek po Beskidach. Dlaczego akurat ten temat wybrałam na zamknięcie roku na moim blogu? Bo jestem z tego niezwykle dumna i poczytuje to sobie jako mój tegoroczny sukces. Pewnie dla zaprawionych górskich piechurów Beskidy to taki poobiedni spacer z 3 letnim dzieckiem, ale dla mnie każdy szczyt, który ma około 1000 m.n.p.m. już stanowi wyzwanie. W okresie gimnazjalno-licealnym wspinałam się stosunkowo często, ale bardzo tego nie lubiłam i robiłam to tylko dla towarzystwa. Okropnie szybko się wtedy męczyłam i szłam cała czerwona na końcu grupy złorzecząc pod nosem. Porzuciłam górskie wędrówki na wiele lat i na każdą propozycję wspinaczki odpowiadałam stanowcze: NIE! Do czasu...

Czantoria


Gdy w tym roku znajomi podsunęli myśl o wypadzie w góry, byłam dość sceptycznie nastawiana, ale fajnie było spędzić trochę czasu wspólnie, no i miałam za sobą już prawie dwumiesięczne regularne bieganie. Stwierdziłam więc - czemu nie? Najwyżej będę wszystkim uprzykrzać czas swoim marudzeniem. Poprzeczka nie była też zbyt wysoko zawieszona, bo naszym celem została mierząca ,,tylko" 995 m.n.p.m. Wielka Czantoria. Zaparkowaliśmy samochód w Ustroniu i czerwonym 3,5 kilometrowym szlakiem powędrowaliśmy w górę.

sobota, 17 grudnia 2016

Niemcy - zamek Veitshöchheim

Dziś chciałabym opowiedzieć Wam trochę o niezwykle urokliwym miejscu, oddalonym od Würzburga zaledwie o 7 kilometrów. Jest nim zamek w Veitshöchheim. Do zamku możemy dostać się zarówno komunikacją miejską jak i promem, co stanowi dodatkową atrakcję. Miejsce to przyciąga turystów nie tylko historyczną budowlą, ale i niesamowitym rokokowym ogrodem z pięknymi rzeźbami Johanna Petera Wagnera. Może za bardzo się zachwycam, ale to naprawdę przyjemne miejsce, nawet wiosną, kiedy cała roślinność jest jeszcze w powijakach.

niedziela, 11 grudnia 2016

Niemcy - stary Würzburg

Kolejnym miejscem, które udało mi się odwiedzić w Niemczech był Würzburg. Miasto położone jest nad rzeką Men w Bawarii, w regionie frankońskim znanym z pięknych zamków i dobrego lokalnego wina. Wszystkie miejscowe zabytki położone są blisko siebie, więc odległości między nimi pokonywaliśmy pieszo. Żałuję tylko, że byliśmy tam wczesną wiosną, ponieważ nie mogłam podziwiać w całej swojej okazałości przypałacowych ogrodów, ani winnic.

Würzburg jest stary miastem. Jego początki sięgają czasów celtyckich, jednak pierwszą oficjalną wzmiankę historyczną o miejscowości spotykamy w liście księcia Hedana II do biskupa Willibrorda w 704 roku. Ważną datą dla miast był również rok 686, w którym to irlandzcy misjonarze przynieśli miastu chrześcijaństwo, tworząc na jego terenie biskupstwo. Religia i duchowieństwo wyznaczali jego dalszy kierunek rozwoju na lata. Niewątpliwą ciekawostką jest fakt, iż w tamtym czasie obszar diecezji wurzburskiej zamieszkiwany był także przez najdalej wysunięte na zachód plemiona Słowian. Cesarz Ludwik Pobożny w liście do miejscowego biskupa zalecał ochrzczenie słowiańskich mieszkańców i zbudowanie dla nich kościoła.

Miasto jest bogate w zabytki. Jednak tak samo, jak w przypadku Frankfurtu nad Menem należy pamiętać, że podczas II wojny światowej zostało zniszczone w 90%. Na obrzeżach przetrwały najważniejsze historyczne budowle, inne natomiast odrestaurowano. Niestety żadne z nich nie udało mi się zobaczyć od środka. Może kiedyś jeszcze będę miała okazję... A tymczasem zabiorę Was w krótką podróż.

Würzburg Residence

wtorek, 22 listopada 2016

Niemcy - Frankfurt nad Menem warty odwiedzenia?

Już na początku naszej podróży do tej jednej z najważniejszych metropolii finansowych świata, mój pech mnie nie porzucił. W połowie drogi naszym nowoczesnym pociągiem, musiałam ruszyć w poszukiwaniu toalety. Ta nie znajdowała się w ustronnym miejscu jak to mają w zwyczaju nasze rodzime wagony PKP, ale na środku przedziału. Niczym nie zrażona weszłam do kabiny przypominającej raczej statek kosmiczny niż zwykłą toaletę. Ku mojemu kolejnemu zaskoczeniu nie było klamki, zamka, sznurka, niczego czym można by zabezpieczyć wejście do środka. Z boku dostrzegłam jedynie parę przycisków i drogą dedukcji wcisnęłam, ten z namalowana kłódką. Kiedy jednak wygodnie zajęłam pozycję, drzwi rozsunęły się i zobaczyłam w nich naszą niemiecką nauczycielkę. Siedziałam tak ze spuszczonymi spodniami na widoku współpasażerów, a ona nerwowo zasłaniała mnie swoim ciałem i wciskała guzik. Drzwi zasunęły się, ale mi wcale nie zrobiło się lepiej. Wiedziałam, że przecież muszę zaraz wyjść. Stałam tak jeszcze chwilę, po czy otworzyłam drzwi i jak najszybszym krokiem, przemknęłam przez przedział. Pani Frau omijała mnie już do końca wymiany haha.

Centrum biznesowe


A wracając do miasta. Frankfurt nad Menem według mnie nie jest miejscem, które koniecznie trzeba odwiedzić będąc w Niemczech, ale na pewno jest warte poświęcenia mu chociaż jednego dnia lub najlepiej całego weekendu! Zastanawiacie się zapewne dlaczego? A choćby dlatego, że to tętniący życiem, ogromny ośrodek bankowo-finansowo-handlowy o dużym znaczeniu, nie tylko dla Niemiec ale i dla całej Europy. Centrum, w którym mieści się wiele szklanych drapaczy chmur przypomina nowojorski Manhattan, a jeden ze stojących tam budynków należy do samego Europejskiego Banku Centralnego!

Za największą atrakcję centrum można uznać wjazd windą na szczyt budynku Main Tower. Wieżowiec ma 240 metrów wysokości i 63 piętra (część z nich jest pod ziemią). Jest to czwarty pod względem wysokości budynek zarówno Frankfurtu nad Menem, jak też całych Niemiec. Z góry możemy podziwiać panoramę całego miasta i okolic. W tym miejscu jest to na pewno atrakcja must see. ;) Cena biletu wynosi 6.50 EURO

wtorek, 8 listopada 2016

Schüleraustausch - wymiana szkolna

Czy mieliście kiedyś marzenie, które bardzo, bardzo, bardzo chcieliście zrealizować? Ja miałam i był nim wyjazd do Niemiec. Niby nic szczególnego, bo przecież blisko i jakoś tak mało egzotycznie...Coś jednak pchało mnie mocno w tamte rejony. Była to moja miłość i prawdziwe uwielbienie dla języka niemieckiego. Już po pierwszym kontakcie na lekcji w podstawówce, straciłam dla niego głowę. W gimnazjum przeobraziło się to wręcz w prawdziwą obsesję: niemiecka telewizja, niemieckie filmy, książki, niemiecka piłka nożna (Bayern Monachium yeah!), nałogowe słuchanie niemieckiej muzyki, rozmawianie z niemieckimi dziwakami na skypie. Miałam nawet koszulkę z niemiecką flagą na piersi, w której uwielbiałam chodzić na lekcje angielskiego haha. Do dziś pamiętam ćwiczenia w domu z ołówkiem pod językiem, żeby złapać akcent. :) Wszyscy zachodzili w głowę jak można słuchać tego okropnego ,,szczebiotania", a dla mnie był to miód na uszy. Zresztą do dziś, kiedy słyszę niemiecki przechodzi mnie przyjemny dreszcz. Przyszłość wiązałam również tylko z germanistyką, co w moim przypadku wydawało się dosyć przewidywalne. Jak plany mogą się pokrzyżować, wiedzą ci, co trafili na ,,cudownych" pedagogów z prawdziwą misją (ironia off). W liceum moja nauczycielka nie podzielała jednak mojej pasji, a jej metod nauczania nawet nie będę komentować.  Na każdym kroku gasiła mój (i nie tylko mój) zapał, aż w końcu się poddałam. Lekcje niemieckiego zaczęły mnie denerwować i straciłam już jakiekolwiek chęci na indywidualną naukę. I tak umiera miłość. Ale proszę jeszcze nie wyciągać chusteczek i nie płakać nad moim losem. Na horyzoncie pojawiła się możliwość wyjazdu na wymianę szkolną do Niemiec. Przeszkodę stanowili niezbyt mi przychylna nauczycielka i rodzice (bo w końcu wymiana polegała również na przyjeździe po roku do Polski mojego niemieckiego kolegi). Jednak moja zawziętość w tym temacie sprawiła, że w końcu wszyscy wyrazili zgodę no i w drogę.

Moja nowa niemiecka rodzina

Pośrodku dom, w którym mieszkałam


poniedziałek, 31 października 2016

Paryż Sacrum / Profanum - Notre Dame i Bazylika Sacre Coeur

Dziś postanowiłam dokończyć moją krótką opowieść o Paryżu. W ostatniej już części chciałabym opowiedzieć Wam o dwóch sakralnych punktach, które odwiedzają nie tylko pielgrzymi. Paryż muszę przyznać przytłoczył mnie swoją wielkością i intensywnością, ale również pozytywnie zaskoczył. Jak pisałam we wcześniejszej notce Czerwony Paryż - Moulin Rouge  stolica Francji kojarzyła mi się do tej pory z kiczem komedii romantycznych i przereklamowanym wizerunkiem miasta zakochanych. Na miejscu jednak zostałam zahipnotyzowana. Paryż jest piękny i sprawia, że można się poczuć bohaterem francuskiego filmu. Na każdym kroku oddycha się sztuką. Chciałam biegać po wszystkich muzeach, galeriach sztuki i siedzieć w nich godzinami. To pragnienie ułatwiał fakt, że dla obywateli UE do 26 roku życia wejścia były darmowe, ale niestety utrudniał ograniczony czas pobytu. Ponadto jak dla mnie to miasto ma w sobie jakąś tajemnicę, niedostępną dla turystów.

Wzgórze Montmartre i Bazylika Sacre Coeur



sobota, 22 października 2016

Wieża Eiffla i pasztetowa...? ;-)

A teraz chciałabym się z Wami podzielić dniem, w którym zobaczyliśmy symbol Paryża, a myślę, że nawet symbol całej Francji! Jest nią niezaprzeczalnie wieża Eiffla. Co do drugiego członu tytułu dowiecie się czytając cały post. :) Obecnie nikt nie wyobraża sobie paryskiego krajobrazu bez ,,Żelaznej Damy", którą przy dobrej pogodzie widać nawet z odległości 40 kilometrów, ale w przeszłości nie zawsze tak było. Budowla od samego początku wywoływała ogromne kontrowersje i emocje wśród mieszkańców. Nazywano ją ,,merkantylnym płodem", "nieudaną latarnią uliczną", "fabryczną rurą" czy też "szkieletem dzwonnicy". Francuski pisarz Guy de Maupassant pisał, iż posiłki jada codziennie właśnie na wieży Eiffla, ponieważ to jedyne miejsce, z którego jej nie widać. Doszło do tego, że 14 lutego 1887 roku dziennik Le Temp opublikował słynny „Protest artystów” przeciwko budowie wieży. Podpisało się wówczas pod nim wiele znanych osobistości Francji. Budowli zarzucano, że przytłoczy swą barbarzyńską masą Notre Dame, Sainte-Chapelle, Tour Saint-Jacques oraz ,,umniejszy wszystkie upokorzone pomniki oraz wszystkie pomniejszone budowle w Paryżu". Kiedy argumenty estetyczne nikogo już nie przekonywały, zaczęto straszyć miejscową ludność, że wieża szybko runie i uśmierci wszystkich w jej pobliżu. Jak można się domyślić nie zaprzestano jednak jej dalszej budowy. Czy to dobrze? Nie mnie oceniać jej walory estetyczne, na pewno dobrze dla finansów miasta, ponieważ wieżę Eiffla do tej pory odwiedziło 200 milionów ludzi z całego świata! W tym również nasza dwójka. ;)  

niedziela, 16 października 2016

Paryż - Cmentarz Pere-Lachaise

Cmentarz Pere-Lachaise to również jedno z najbardziej znanych i najchętniej odwiedzanych nekropolii na świecie. Nic dziwnego to miejsce pochówku wielu słynnych twórców kultury i sztuki. Nie powiem, żebym była entuzjastką ,,zwiedzania" cmentarzy, jednak nie mogłam pominąć grobu jednego z najwybitniejszych Polaków. Mowa oczywiście o Fryderyku Chopinie.