niedziela, 29 stycznia 2017

Anglia i inne perypetie


Do tego wyjazdu zawsze lubię wracać pamięcią. Był to pierwszy wypad za granicę na własną rękę, pierwszy razem z Marcinem i pierwszy lot samolotem. Myślę, że jeszcze w wielu aspektach można by go uznać jako ,,pierwszy", ale nie będę się już tu specjalnie nad tym rozwodzić. Lecieliśmy do Anglii bez planów, a o tej części Królestwa niewiele nawet wiedziałam. Wiadomo, że dla wszystkich najpopularniejszym kierunkiem w Anglii jest Londyn, a ja mam to szczęście mieć rodzinę na północy tej deszczowej krainy i dzięki temu zobaczyłam miejsca, o których zapewne w innym przypadku nawet bym nie pomyślała. Pomieszkując kątem u rodzinki, podjadając przywieziony z domu bigos zwiedziłam mniej lub bardziej Manchester, York, Blackpool i Leeds. Muszę przyznać, że już na pierwszy rzut oka widać różnicę, nie tylko między Polską, a Anglią, ale przede wszystkim między Anglią, a Europą Kontynentalną. Teraz Anglia to taka druga ,,Polska", ale wówczas wszystko było dla mnie po prostu nowe. Byłam zaskoczona jak wielu rodaków spotykam na ulicy, w sklepach i w muzeach. Do dziś pamiętam to dziwne uczucie, kiedy weszliśmy do polskiego sklepu kupić chleb, w tle leciał ,,biały miś", a ja poczułam się z powrotem jak 10 letnie dziecko u babci na wsi.

sobota, 31 grudnia 2016

Górskie wędrówki - Beskidy (podsumowanie roku)

Na podsumowanie 2016 roku chcę podzielić się z Wami doświadczeniem moich letnich wędrówek po Beskidach. Dlaczego akurat ten temat wybrałam na zamknięcie roku na moim blogu? Bo jestem z tego niezwykle dumna i poczytuje to sobie jako mój tegoroczny sukces. Pewnie dla zaprawionych górskich piechurów Beskidy to taki poobiedni spacer z 3 letnim dzieckiem, ale dla mnie każdy szczyt, który ma około 1000 m.n.p.m. już stanowi wyzwanie. W okresie gimnazjalno-licealnym wspinałam się stosunkowo często, ale bardzo tego nie lubiłam i robiłam to tylko dla towarzystwa. Okropnie szybko się wtedy męczyłam i szłam cała czerwona na końcu grupy złorzecząc pod nosem. Porzuciłam górskie wędrówki na wiele lat i na każdą propozycję wspinaczki odpowiadałam stanowcze: NIE! Do czasu...

Czantoria


Gdy w tym roku znajomi podsunęli myśl o wypadzie w góry, byłam dość sceptycznie nastawiana, ale fajnie było spędzić trochę czasu wspólnie, no i miałam za sobą już prawie dwumiesięczne regularne bieganie. Stwierdziłam więc - czemu nie? Najwyżej będę wszystkim uprzykrzać czas swoim marudzeniem. Poprzeczka nie była też zbyt wysoko zawieszona, bo naszym celem została mierząca ,,tylko" 995 m.n.p.m. Wielka Czantoria. Zaparkowaliśmy samochód w Ustroniu i czerwonym 3,5 kilometrowym szlakiem powędrowaliśmy w górę.

sobota, 17 grudnia 2016

Niemcy - zamek Veitshöchheim

Dziś chciałabym opowiedzieć Wam trochę o niezwykle urokliwym miejscu, oddalonym od Würzburga zaledwie o 7 kilometrów. Jest nim zamek w Veitshöchheim. Do zamku możemy dostać się zarówno komunikacją miejską jak i promem, co stanowi dodatkową atrakcję. Miejsce to przyciąga turystów nie tylko historyczną budowlą, ale i niesamowitym rokokowym ogrodem z pięknymi rzeźbami Johanna Petera Wagnera. Może za bardzo się zachwycam, ale to naprawdę przyjemne miejsce, nawet wiosną, kiedy cała roślinność jest jeszcze w powijakach.

niedziela, 11 grudnia 2016

Niemcy - stary Würzburg

Kolejnym miejscem, które udało mi się odwiedzić w Niemczech był Würzburg. Miasto położone jest nad rzeką Men w Bawarii, w regionie frankońskim znanym z pięknych zamków i dobrego lokalnego wina. Wszystkie miejscowe zabytki położone są blisko siebie, więc odległości między nimi pokonywaliśmy pieszo. Żałuję tylko, że byliśmy tam wczesną wiosną, ponieważ nie mogłam podziwiać w całej swojej okazałości przypałacowych ogrodów, ani winnic.

Würzburg jest stary miastem. Jego początki sięgają czasów celtyckich, jednak pierwszą oficjalną wzmiankę historyczną o miejscowości spotykamy w liście księcia Hedana II do biskupa Willibrorda w 704 roku. Ważną datą dla miast był również rok 686, w którym to irlandzcy misjonarze przynieśli miastu chrześcijaństwo, tworząc na jego terenie biskupstwo. Religia i duchowieństwo wyznaczali jego dalszy kierunek rozwoju na lata. Niewątpliwą ciekawostką jest fakt, iż w tamtym czasie obszar diecezji wurzburskiej zamieszkiwany był także przez najdalej wysunięte na zachód plemiona Słowian. Cesarz Ludwik Pobożny w liście do miejscowego biskupa zalecał ochrzczenie słowiańskich mieszkańców i zbudowanie dla nich kościoła.

Miasto jest bogate w zabytki. Jednak tak samo, jak w przypadku Frankfurtu nad Menem należy pamiętać, że podczas II wojny światowej zostało zniszczone w 90%. Na obrzeżach przetrwały najważniejsze historyczne budowle, inne natomiast odrestaurowano. Niestety żadne z nich nie udało mi się zobaczyć od środka. Może kiedyś jeszcze będę miała okazję... A tymczasem zabiorę Was w krótką podróż.

Würzburg Residence

wtorek, 22 listopada 2016

Niemcy - Frankfurt nad Menem warty odwiedzenia?

Już na początku naszej podróży do tej jednej z najważniejszych metropolii finansowych świata, mój pech mnie nie porzucił. W połowie drogi naszym nowoczesnym pociągiem, musiałam ruszyć w poszukiwaniu toalety. Ta nie znajdowała się w ustronnym miejscu jak to mają w zwyczaju nasze rodzime wagony PKP, ale na środku przedziału. Niczym nie zrażona weszłam do kabiny przypominającej raczej statek kosmiczny niż zwykłą toaletę. Ku mojemu kolejnemu zaskoczeniu nie było klamki, zamka, sznurka, niczego czym można by zabezpieczyć wejście do środka. Z boku dostrzegłam jedynie parę przycisków i drogą dedukcji wcisnęłam, ten z namalowana kłódką. Kiedy jednak wygodnie zajęłam pozycję, drzwi rozsunęły się i zobaczyłam w nich naszą niemiecką nauczycielkę. Siedziałam tak ze spuszczonymi spodniami na widoku współpasażerów, a ona nerwowo zasłaniała mnie swoim ciałem i wciskała guzik. Drzwi zasunęły się, ale mi wcale nie zrobiło się lepiej. Wiedziałam, że przecież muszę zaraz wyjść. Stałam tak jeszcze chwilę, po czy otworzyłam drzwi i jak najszybszym krokiem, przemknęłam przez przedział. Pani Frau omijała mnie już do końca wymiany haha.

Centrum biznesowe


A wracając do miasta. Frankfurt nad Menem według mnie nie jest miejscem, które koniecznie trzeba odwiedzić będąc w Niemczech, ale na pewno jest warte poświęcenia mu chociaż jednego dnia lub najlepiej całego weekendu! Zastanawiacie się zapewne dlaczego? A choćby dlatego, że to tętniący życiem, ogromny ośrodek bankowo-finansowo-handlowy o dużym znaczeniu, nie tylko dla Niemiec ale i dla całej Europy. Centrum, w którym mieści się wiele szklanych drapaczy chmur przypomina nowojorski Manhattan, a jeden ze stojących tam budynków należy do samego Europejskiego Banku Centralnego!

Za największą atrakcję centrum można uznać wjazd windą na szczyt budynku Main Tower. Wieżowiec ma 240 metrów wysokości i 63 piętra (część z nich jest pod ziemią). Jest to czwarty pod względem wysokości budynek zarówno Frankfurtu nad Menem, jak też całych Niemiec. Z góry możemy podziwiać panoramę całego miasta i okolic. W tym miejscu jest to na pewno atrakcja must see. ;) Cena biletu wynosi 6.50 EURO

sobota, 19 listopada 2016

Schüleraustausch - polsko-niemieckie różnice.


Przyznaję, że nie bardzo wiem jak ugryźć ten temat, żeby nie rzucać stereotypami. Bo co mogą oznaczać różnice kulturowe? W końcu nawet każdy Polak jest inny. Nie będę się tu również skupiać na odmiennej mentalności Niemców i Polaków, ponieważ za krótko tam byłam i za mało widziałam. Pragnę podzielić się z Wami tylko tym, co zdążyłam zaobserwować. Ponadto sytuacje przytoczone tu przeze mnie będą dotyczyć również pobytu Niemców w Polsce.

Ogólnie nie było mi trudno złapać wspólny język z Niemcami. Rozmawialiśmy na wiele tematów, chociaż czasem zdarzały się drobne nieporozumienia. Nie wiem również, jaka jest różnica wiedzy na tematy historyczne i kulturowe między starszymi i młodszymi, bo czasami odnosiłam wrażenie, że spora. Tak jak wtedy, kiedy po obiedzie siedzieliśmy całą rodziną i opowiadałam im trochę o Polsce (na tyle, na ile pozwalały moje umiejętności językowe). Padło pytanie o Gdańsk. Powiedziałam im, że miasto całkiem długo było pod panowaniem niemieckim i architektura starej części miasta przypomina tę niemiecką. Claudia zapytała mnie, czy mieszkający tam ludzie mówią po niemiecku. Odpowiedziałam, że nie, bo niby dlaczego? A ona oburzyła się (w sumie do tej pory nie wiem o co), że to miasto tak długo było niemieckie, że mieszkańcy powinni mówić po niemiecku. Nie będę ukrywać, że byłam dość mocno zaskoczona takim twierdzeniem no i trochę się zdenerwowałam. ;) Tata załagodził sytuację, ale po tej historii już nie wspominałam nic o niemieckiej przeszłości Wrocławia czy Górnego Śląska.